Kiedy wyszli na ulicę, czuli się jak nowo narodzeni, z paszportami bezpaństwowców w kieszeniach; ludzie bez swojej ziemi, tym razem narodzeni z własnego wyboru, przekonani, że sami sobie stwarzają warunki życia, wszystko to, co nie było im dane przez fakt przyjścia na świat. | W Igor Štiks

U wybrzeży dalmatyńskiej wyspy zostaje znalezione ciało starszego mężczyzny. Chwilę później mieszkający w Paryżu uchodźca z Sarajewa – o takim samym imieniu i nazwisku jak autor książki – otrzymuje informację, że zmarły Walter Stikler zapisał mu w testamencie urokliwy domek na wyspie. Igor Štiks dostaje w spadku po zmarłym również urnę z jego prochami, dość wiekowy pistolet oraz pewną intrygującą tajemnicę do rozwiązania.
Pytanie brzmiało, jak przejąć inicjatywę, uczynić to, co niemożliwe, obudzić słońce tam, gdzie należy rozpędzić ciemności.
Szczerze przyznaję, trudno było mi przebrnąć przez początek tej książki, czułam się trochę jak rzucona na głęboką wodę faktów i niewiadomych, ale później żwawo płynęłam już pięknym kraulem. Teraz z ręką na sercu mówię: W to wspaniała historia i wielka literacka uczta. Gdy połapałam się już w treści i dotarło do mnie, kto, gdzie, dlaczego, z kim i po co – nie mogłam się oderwać od czytania. Nawiasem mówiąc, nazwanie głównego bohatera własnym imieniem i nazwiskiem uważam za dość przewrotny zabieg, wprowadzający do fabuły efekt takiego trochę kontrolowanego zamieszania. I jest to jeden z co najmniej kilku powodów, dla których ta historia zapada w pamięć.
…miał do czynienia z wrogiem, którego szanował, a nawet podziwiał – ale tego, że on sam stanie się narzędziem w realizacji planu Wladimira, jednak nie mógł sobie wyobrazić.
Na uwagę zasługuje też dość enigmatyczny tytuł, bo szybko zorientowałam się, że W to nie tylko zwykła litera alfabetu. To przede wszystkim symbol. Powieść zaczyna się od wspomnienia o losach dwóch bohaterów, dla których ów symbol jest wyjątkowo cenny. Ich historia zaczyna się w chwili, gdy obydwaj trafili do jednej placówki jako sieroty wojenne, których losy splatają się w dziecięcą przyjaźń na całe życie. Warto dodać, że gra słów związana z imionami i nazwiskami jest w tej książce bardzo ciekawa, ale wymaga też uważnego czytania i wnikliwego przyglądania się każdej informacji.
Kim jesteśmy, by wymierzać sprawiedliwość?
Warunki odczytania wspomnianego na początku testamentu sprawiają, że Štiks – młody pisarz, działacz lewicowy i uchodźca z Sarajewa – spotyka inteligentną, radykalną aktywistkę, Tessę Simon. Wspólnie starają się odkryć prawdę o zmarłym mężczyźnie, a momentami te ich obrady bywają naprawdę burzliwe. Żadne z nich nie ukrywa, że nie przebywa tu dla przyjemności, a poziom wzajemnej nieufności momentami sięga zenitu. Teraźniejszy wątek przeplatany jest drugim, a jego linia czasowa cofa się do przeszłości, do losów Waltera i Wladimira. Historia tych dwóch chłopców, później mężczyzn, jest bardzo wyjątkowa, oryginalna i zapewniam Was – jedyna w swoim rodzaju. A o symbolice tych postaci można byłoby napisać niejeden esej! Ich moralne zasady oraz tak różne podejście do politycznego zaangażowania stają się sednem fabuły i katalizatorem kluczowych wydarzeń.
Jego życie było pustelniczo poświęcone wzniosłemu celowi i brutalnej walce. Nie ma w nim miejsca na sentymentalne pułapki takie jak miłość, która zdobywa prawo jawności, tylko jeśli da się ją godnie zamknąć w akceptowalne formy relacji, w parze, wspólnocie, małżeństwie, rodzinie…
Ta dość popularna w thrillerach narracja, w której teraźniejszość przeplata się z przeszłością, nadawała wydarzeniom skrajnie różne tempo i genialnie ze mną rezonowała. Gdy te dynamiczne, przepełnione sensacyjnym napięciem sceny chwilę później były łagodzone bardziej refleksyjnym tonem, nie mogłam oprzeć się chęci zatrzymania się na chwilę i zastanowienia nad wszystkim jeszcze raz. Ponadto odnosiłam wrażenie graniczące z pewnością, że wszystko w tej powieści jest bardzo szczegółowo przemyślane, że nie ma tu ani jednego zbędnego słowa, przecinka czy kropki! Naprawdę nie sądziłam, że tak mocno zaangażuję się w tę historię. Ten wybrzmiewający między wierszami klimat niepewności mocno mnie zelektryzował, a potem pojawiły się nieoczekiwane zwroty akcji i byłam jednym wielkim zaskoczeniem. Doznałam tego wyjątkowego uczucia dezorientacji, gdy dotarło do mnie, że książka Igora Štiksa to jedna z tych wyjątkowych, literackich gier z odbiorcą.
Słowa nie mają mocy, jeśli nie ma ucha, które chciałoby je usłyszeć.
W to thriller polityczny, w którym mocno zaciera się granica między prawdą a kłamstwem. Po przeczytaniu powieści byłam w szoku, że tak bezceremonialnie dałam się zmanipulować. To naprawdę jest historia, w której nic nie jest tym, czym się wydaje na pierwszy rzut oka. Serio! Dodatkowo wspaniałym tłem są tutaj wydarzenia historyczne (Bałkany, Francja, Niemcy), wspaniale odziane w sensacyjną warstwę. Byłam pod ogromnym wrażeniem wiedzy autora na temat – powiedzmy to sobie szczerze – dość skomplikowanej historii powojennej Europy. Igor Štiks napisał powieść, która fascynuje i wymyka się wszelkim schematom. Stworzył thriller, który zamiast rozwiązywać zagadkę w miarę czytania, komplikuje ją coraz bardziej, by na końcu wbić czytelnika w fotel i pokazać zupełnie nowy poziom literackiej uczty.
Wszystko zamyka się w opowieści i w tym, że przekonacie innych, by w nią uwierzyli.
Jednak choć polityka jest tu istotna, to w gruncie rzeczy sedno tej historii tkwi zupełnie gdzie indziej. Do czego zdolny jest człowiek, gdy idea zaczyna być ważniejsza od jednostki? Oto zagadnienie, nad którym warto się pochylić, zastanowić po lekturze. Autor w opisywanych wydarzeniach doskonale balansuje między refleksją nad konsekwencjami działań bohaterów a wspomnianą wcześniej i typową dla thrillerów dynamiką. Dodatkowo pojawił się tu również wątek romantyczny, który nadał utworowi nieco lekkości i przełamał cięższe tematy. Ujął mnie też motyw literatury, bo słowo pisane było dla bohaterów bardzo istotne, widać to od samego początku. I nie ma ani grama przesady w stwierdzeniu, że to, co czytamy, ma wpływ na każdy etap naszego życia, a powieść Igora Štiksa jest na to doskonałym dowodem!
Mógłbym tak ciągnąć do końca, gdybym tylko umiał nie patrzeć za siebie.
W to wymagająca powieść, nie ma co do tego wątpliwości. Zdecydowanie nie jest to książka na jeden wieczór, ale cały ciąg wieczorów. To historia, którą należy czytać bardzo uważnie, bo umówmy się – tutaj nawet tytuł jest mocno symboliczny, a wierzcie mi, im głębiej w fabułę, tym jest jeszcze ciekawiej! Jednak nagroda, która czeka wytrwałych czytelników, jest bardzo adekwatna do wysiłku włożonego w poznanie losów bohaterów. Spróbujcie się zmierzyć z prozą Igora Štiksa – nie pożałujęcie, gwarantuję!
_
korekta tekstu: Anna Fathi

Wydawnicze szczegóły książki:
| autor: IGOR ŠTIKS
| tytuł: W
| przekład: DOROTA JOVANKA ĆIRLIĆ
| premiera: 13.05.2026
| wydawnictwo: NOIR SUR BLANC
| gatunek: THRILLER/KRYMINAŁ
_
*Artykuł powstał w ramach współpracy z wydawnictwem. [REKLAMA]
Kiedy wyszli na ulicę, czuli się jak nowo narodzeni, z paszportami bezpaństwowców w kieszeniach; ludzie bez swojej ziemi, tym razem narodzeni z własnego wyboru, przekonani, że sami sobie stwarzają warunki życia, wszystko to, co nie było im dane przez fakt przyjścia na świat. | W Igor Štiks

U wybrzeży dalmatyńskiej wyspy zostaje znalezione ciało starszego mężczyzny. Chwilę później mieszkający w Paryżu uchodźca z Sarajewa – o takim samym imieniu i nazwisku jak autor książki – otrzymuje informację, że zmarły Walter Stikler zapisał mu w testamencie urokliwy domek na wyspie. Igor Štiks dostaje w spadku po zmarłym również urnę z jego prochami, dość wiekowy pistolet oraz pewną intrygującą tajemnicę do rozwiązania.
Pytanie brzmiało, jak przejąć inicjatywę, uczynić to, co niemożliwe, obudzić słońce tam, gdzie należy rozpędzić ciemności.
Szczerze przyznaję, trudno było mi przebrnąć przez początek tej książki, czułam się trochę jak rzucona na głęboką wodę faktów i niewiadomych, ale później żwawo płynęłam już pięknym kraulem. Teraz z ręką na sercu mówię: W to wspaniała historia i wielka literacka uczta. Gdy połapałam się już w treści i dotarło do mnie, kto, gdzie, dlaczego, z kim i po co – nie mogłam się oderwać od czytania. Nawiasem mówiąc, nazwanie głównego bohatera własnym imieniem i nazwiskiem uważam za dość przewrotny zabieg, wprowadzający do fabuły efekt takiego trochę kontrolowanego zamieszania. I jest to jeden z co najmniej kilku powodów, dla których ta historia zapada w pamięć.
…miał do czynienia z wrogiem, którego szanował, a nawet podziwiał – ale tego, że on sam stanie się narzędziem w realizacji planu Wladimira, jednak nie mógł sobie wyobrazić.
Na uwagę zasługuje też dość enigmatyczny tytuł, bo szybko zorientowałam się, że W to nie tylko zwykła litera alfabetu. To przede wszystkim symbol. Powieść zaczyna się od wspomnienia o losach dwóch bohaterów, dla których ów symbol jest wyjątkowo cenny. Ich historia zaczyna się w chwili, gdy obydwaj trafili do jednej placówki jako sieroty wojenne, których losy splatają się w dziecięcą przyjaźń na całe życie. Warto dodać, że gra słów związana z imionami i nazwiskami jest w tej książce bardzo ciekawa, ale wymaga też uważnego czytania i wnikliwego przyglądania się każdej informacji.
Kim jesteśmy, by wymierzać sprawiedliwość?
Warunki odczytania wspomnianego na początku testamentu sprawiają, że Štiks – młody pisarz, działacz lewicowy i uchodźca z Sarajewa – spotyka inteligentną, radykalną aktywistkę, Tessę Simon. Wspólnie starają się odkryć prawdę o zmarłym mężczyźnie, a momentami te ich obrady bywają naprawdę burzliwe. Żadne z nich nie ukrywa, że nie przebywa tu dla przyjemności, a poziom wzajemnej nieufności momentami sięga zenitu. Teraźniejszy wątek przeplatany jest drugim, a jego linia czasowa cofa się do przeszłości, do losów Waltera i Wladimira. Historia tych dwóch chłopców, później mężczyzn, jest bardzo wyjątkowa, oryginalna i zapewniam Was – jedyna w swoim rodzaju. A o symbolice tych postaci można byłoby napisać niejeden esej! Ich moralne zasady oraz tak różne podejście do politycznego zaangażowania stają się sednem fabuły i katalizatorem kluczowych wydarzeń.
Jego życie było pustelniczo poświęcone wzniosłemu celowi i brutalnej walce. Nie ma w nim miejsca na sentymentalne pułapki takie jak miłość, która zdobywa prawo jawności, tylko jeśli da się ją godnie zamknąć w akceptowalne formy relacji, w parze, wspólnocie, małżeństwie, rodzinie…
Ta dość popularna w thrillerach narracja, w której teraźniejszość przeplata się z przeszłością, nadawała wydarzeniom skrajnie różne tempo i genialnie ze mną rezonowała. Gdy te dynamiczne, przepełnione sensacyjnym napięciem sceny chwilę później były łagodzone bardziej refleksyjnym tonem, nie mogłam oprzeć się chęci zatrzymania się na chwilę i zastanowienia nad wszystkim jeszcze raz. Ponadto odnosiłam wrażenie graniczące z pewnością, że wszystko w tej powieści jest bardzo szczegółowo przemyślane, że nie ma tu ani jednego zbędnego słowa, przecinka czy kropki! Naprawdę nie sądziłam, że tak mocno zaangażuję się w tę historię. Ten wybrzmiewający między wierszami klimat niepewności mocno mnie zelektryzował, a potem pojawiły się nieoczekiwane zwroty akcji i byłam jednym wielkim zaskoczeniem. Doznałam tego wyjątkowego uczucia dezorientacji, gdy dotarło do mnie, że książka Igora Štiksa to jedna z tych wyjątkowych, literackich gier z odbiorcą.
Słowa nie mają mocy, jeśli nie ma ucha, które chciałoby je usłyszeć.
W to thriller polityczny, w którym mocno zaciera się granica między prawdą a kłamstwem. Po przeczytaniu powieści byłam w szoku, że tak bezceremonialnie dałam się zmanipulować. To naprawdę jest historia, w której nic nie jest tym, czym się wydaje na pierwszy rzut oka. Serio! Dodatkowo wspaniałym tłem są tutaj wydarzenia historyczne (Bałkany, Francja, Niemcy), wspaniale odziane w sensacyjną warstwę. Byłam pod ogromnym wrażeniem wiedzy autora na temat – powiedzmy to sobie szczerze – dość skomplikowanej historii powojennej Europy. Igor Štiks napisał powieść, która fascynuje i wymyka się wszelkim schematom. Stworzył thriller, który zamiast rozwiązywać zagadkę w miarę czytania, komplikuje ją coraz bardziej, by na końcu wbić czytelnika w fotel i pokazać zupełnie nowy poziom literackiej uczty.
Wszystko zamyka się w opowieści i w tym, że przekonacie innych, by w nią uwierzyli.
Jednak choć polityka jest tu istotna, to w gruncie rzeczy sedno tej historii tkwi zupełnie gdzie indziej. Do czego zdolny jest człowiek, gdy idea zaczyna być ważniejsza od jednostki? Oto zagadnienie, nad którym warto się pochylić, zastanowić po lekturze. Autor w opisywanych wydarzeniach doskonale balansuje między refleksją nad konsekwencjami działań bohaterów a wspomnianą wcześniej i typową dla thrillerów dynamiką. Dodatkowo pojawił się tu również wątek romantyczny, który nadał utworowi nieco lekkości i przełamał cięższe tematy. Ujął mnie też motyw literatury, bo słowo pisane było dla bohaterów bardzo istotne, widać to od samego początku. I nie ma ani grama przesady w stwierdzeniu, że to, co czytamy, ma wpływ na każdy etap naszego życia, a powieść Igora Štiksa jest na to doskonałym dowodem!
Mógłbym tak ciągnąć do końca, gdybym tylko umiał nie patrzeć za siebie.
W to wymagająca powieść, nie ma co do tego wątpliwości. Zdecydowanie nie jest to książka na jeden wieczór, ale cały ciąg wieczorów. To historia, którą należy czytać bardzo uważnie, bo umówmy się – tutaj nawet tytuł jest mocno symboliczny, a wierzcie mi, im głębiej w fabułę, tym jest jeszcze ciekawiej! Jednak nagroda, która czeka wytrwałych czytelników, jest bardzo adekwatna do wysiłku włożonego w poznanie losów bohaterów. Spróbujcie się zmierzyć z prozą Igora Štiksa – nie pożałujęcie, gwarantuję!
_
korekta tekstu: Anna Fathi

Wydawnicze szczegóły książki:
| autor: IGOR ŠTIKS
| tytuł: W
| przekład: DOROTA JOVANKA ĆIRLIĆ
| premiera: 13.05.2026
| wydawnictwo: NOIR SUR BLANC
| gatunek: THRILLER/KRYMINAŁ
_
*Artykuł powstał w ramach współpracy z wydawnictwem. [REKLAMA]
Chcesz coś dodać? Pisz śmiało!





