Śledztwa policyjne są takie jak samo życie: im mocniej trzymasz lejce, tym bardziej boisz się popełnić błąd. Inaczej jest, kiedy to inni ustalają zasady: religia, społeczeństwo, polityka – wtedy idzie się przez życie lżej, po ustalonej przez innych ścieżce. | Mój drogi zabójco Alicia Giménez-Bartlett

Mój drogi zabójco. Alicia Giménez-Bartlett | BLOG LITERACKI

Odnaleziona w Barcelonie, we własnym mieszkaniu, brutalnie zamordowana kobieta szybko okazuje się pierwszą, ale niestety nie jedyną ofiarą. Morderca przy zwłokach pozostawia anonimowe liściki, w pewnym sensie usprawiedliwiające jego czyn zawodem miłosnym. Dochodzenie prowadzi inspektor Petra Delicado z Ferminem Garzonem, ale do sprawy zostaje również przydzielony Robert Fraile – inspektor z katalońskiej policji.

Już na samym początku pojawia się delikatny zgrzyt w zespole śledczym, bo kierowanie wszystkimi działaniami oraz podejmowanie kluczowych decyzji zostały powierzone Frailemu, który jest sporo młodszy od inspektorki i w pewnym sensie należy do jej konkurencji. Nie można powiedzieć, że Petra łatwo przełknęła tę decyzję przełożonych, ale przynajmniej starała się opanować swój wewnętrzny bunt wobec tak jawnej niesprawiedliwości.

Uspokój się, Petro, mówiłam sobie, nie masz nic przeciwko słuchaniu rozkazów, po prostu jesteś przyzwyczajona do prowadzenia śledztwa na własnych zasadach i boisz się teraz, że nie będziesz wiedziała, jak się zachować. Czyż nie?

Muszę przyznać, że zachowanie bohaterki na początku miało swego rodzaju urok. Te wszystkie sarkastyczne uwagi oraz ironiczne wstawki równoważyły niewątpliwie ciężką atmosferę dość makabrycznych morderstw. Ale w pewnym momencie pojawił się w mojej głowie dysonans, bo przecież Mój drogi zabójco to powieść, która nie jest komedią kryminalną, ale do rasowego kryminału z tym charakterystycznym dla tego gatunku uczuciem niepewności i podskórnego niepokoju też jej wiele brakuje. Może to kwestia narracji, w której – w moim odczuciu – zabrakło pewnego poziomu powagi w traktowaniu zbrodni, by zrównoważyć te wszystkie humorystyczne wstawki. A co za tym idzie, ten dreszczyk emocji, który powinien mi towarzyszyć w trakcie czytania kryminału, zupełnie przepadł.

Zostałam wychowana tak, żeby zbytnio nie okazywać uczuć, nawet nie ze względów moralnych, tylko raczej estetycznych. Werbalizowanie czułości to czysty kicz niedopuszczalny tak samo, jak powiedzenie komuś otwarcie, że się go nienawidzi. Mój system to uciekanie się do ironii, na dobre i na złe.

Jednak na tym etapie jeszcze przymknęłam oko i mimo wszystko byłam ciekawa, co wydarzy się dalej. Ku mojemu zdumieniu, im głębiej wchodziłam w śledztwo, tym więcej uwagi autorka poświęcała posiłkom typu obiad, kolacja, czemu towarzyszyło całkiem sporo alkoholu. Naprawdę! Byłam zdumiona, gdy okazało się jasne, że to właśnie pójście na piwo było ulubionym przerywnikiem w pracy śledczych – i nie mówimy tu o kuflu po pracy, tylko w jej trakcie – a siadanie potem za kierownicę samochodu, jakby nigdy nic, sprawiło, że zapaliła się w mojej głowie jedna z dwóch mocnych czerwonych lampek niedowierzania w tej historii.

Nie znoszę ignorancji, ale o wiele bardziej braku chęci, żeby czegoś się dowiedzieć.

Druga lampka – i to o jeszcze intensywniejszej barwie – pojawiła się, gdy w śledztwie pojawili się podejrzani. Wyobraźcie sobie, że dysponując liścikiem miłosnym, o którym wspominałam na początku, policjanci na żadnym etapie nie zlecili ekspertyzy grafologicznej. Ta mogłaby przecież w pewnym sensie wykluczyć lub potwierdzić udział podejrzanych w morderstwie. Jak można o czymś takim nie pomyśleć! Jestem pewna, że nawet w Barcelonie robi się takie rzeczy i znalazłby się biegły w tej dziedzinie, skoro daktyloskopia jest tam na porządku dziennym. W moim odczuciu to było bardzo elementarne zaniedbanie – biorąc pod uwagę cały fabularny watek – które wisiało nade mną już do końca książki. Cały czas siedziało mi w głowie pytanie: jak bardzo przyspieszyłoby to całe śledztwo? Inną kwestią było dość znaczące skrócenie powieści, ale cóż…

To niesłychane, proszę państwa! Jak może mężczyzna przejść przez życie trzech kobiet, nie pozostawiając po sobie zupełnie żadnego śladu? Z czego jest zrobiony ten facet, z powietrza, z dymu?

I żeby była jasność, początek naprawdę mnie zaintrygował, a gdy dowiedziałam się, że to już jedenaste śledztwo inspektor Petry Delicado, miałam ochotę sięgnąć po poprzednie dochodzenia. Niestety, w miarę czytania i pogłębiania się mojego niedowierzania ta ochota robiła się coraz mniejsza, by na końcu pozostawić gorzkie rozczarowanie. Pomijam tu też dość impulsywne zachowania głównej bohaterki, które – jak na tak doświadczoną policjantkę – też pozostawiały wiele do życzenia, ale to jeszcze mogłabym przełknąć.

To ciekawe, jesteś zapalczywa w życiu zawodowym i racjonalna w życiu prywatnym. Może byłoby lepiej, gdyby było odwrotnie.

Petra Delicado, Fermi Garzon oraz Robert Fraile tworzyli dość oryginalny i na pewno bardzo nietypowy zespół śledczy, dlatego byłabym w stanie wiele im wybaczyć. Niestety pogrążyło ich grafologiczne zaniedbanie, o którym nikt nie pomyślał, a które mogłoby BARDZO dużo w fabule zmienić. Skończyłam czytać tę historię z uczuciem zawodu i myślą, że przecież mogłoby być tak pięknie, a wyszło, jak wyszło…

_
korekta tekstu: Anna Fathi

Mój drogi zabójco. Alicia Giménez-Bartlett | BLOG LITERACKI

 

Wydawnicze szczegóły książki:
| autorka: ALICIA GIMÉNEZ-BARTLETT
| tytuł: MÓJ DROGI ZABÓJCO
| przekład: MARIA RACZKIEWICZ-ŚLEDZIEWSKA
| premiera: 05.08.2026
| wydawnictwo: NOIR SUR BLANC
| gatunek: THRILLER/KRYMINAŁ

_
*Artykuł powstał w ramach współpracy z wydawnictwem. [REKLAMA]

Opublikowano: 4 września 2026

Chcesz coś dodać? Pisz śmiało!

Podziel się wpisem ze znajomymi!

Opublikowano: 4 września 2026

NAJNOWSZE NA BLOGU

ZOSTAŃ PATRONEM BLOGA

Blog literacki | wsparcie PATRONITE
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Śledztwa policyjne są takie jak samo życie: im mocniej trzymasz lejce, tym bardziej boisz się popełnić błąd. Inaczej jest, kiedy to inni ustalają zasady: religia, społeczeństwo, polityka – wtedy idzie się przez życie lżej, po ustalonej przez innych ścieżce. | Mój drogi zabójco Alicia Giménez-Bartlett

Mój drogi zabójco. Alicia Giménez-Bartlett | BLOG LITERACKI

Odnaleziona w Barcelonie, we własnym mieszkaniu, brutalnie zamordowana kobieta szybko okazuje się pierwszą, ale niestety nie jedyną ofiarą. Morderca przy zwłokach pozostawia anonimowe liściki, w pewnym sensie usprawiedliwiające jego czyn zawodem miłosnym. Dochodzenie prowadzi inspektor Petra Delicado z Ferminem Garzonem, ale do sprawy zostaje również przydzielony Robert Fraile – inspektor z katalońskiej policji.

Już na samym początku pojawia się delikatny zgrzyt w zespole śledczym, bo kierowanie wszystkimi działaniami oraz podejmowanie kluczowych decyzji zostały powierzone Frailemu, który jest sporo młodszy od inspektorki i w pewnym sensie należy do jej konkurencji. Nie można powiedzieć, że Petra łatwo przełknęła tę decyzję przełożonych, ale przynajmniej starała się opanować swój wewnętrzny bunt wobec tak jawnej niesprawiedliwości.

Uspokój się, Petro, mówiłam sobie, nie masz nic przeciwko słuchaniu rozkazów, po prostu jesteś przyzwyczajona do prowadzenia śledztwa na własnych zasadach i boisz się teraz, że nie będziesz wiedziała, jak się zachować. Czyż nie?

Muszę przyznać, że zachowanie bohaterki na początku miało swego rodzaju urok. Te wszystkie sarkastyczne uwagi oraz ironiczne wstawki równoważyły niewątpliwie ciężką atmosferę dość makabrycznych morderstw. Ale w pewnym momencie pojawił się w mojej głowie dysonans, bo przecież Mój drogi zabójco to powieść, która nie jest komedią kryminalną, ale do rasowego kryminału z tym charakterystycznym dla tego gatunku uczuciem niepewności i podskórnego niepokoju też jej wiele brakuje. Może to kwestia narracji, w której – w moim odczuciu – zabrakło pewnego poziomu powagi w traktowaniu zbrodni, by zrównoważyć te wszystkie humorystyczne wstawki. A co za tym idzie, ten dreszczyk emocji, który powinien mi towarzyszyć w trakcie czytania kryminału, zupełnie przepadł.

Zostałam wychowana tak, żeby zbytnio nie okazywać uczuć, nawet nie ze względów moralnych, tylko raczej estetycznych. Werbalizowanie czułości to czysty kicz niedopuszczalny tak samo, jak powiedzenie komuś otwarcie, że się go nienawidzi. Mój system to uciekanie się do ironii, na dobre i na złe.

Jednak na tym etapie jeszcze przymknęłam oko i mimo wszystko byłam ciekawa, co wydarzy się dalej. Ku mojemu zdumieniu, im głębiej wchodziłam w śledztwo, tym więcej uwagi autorka poświęcała posiłkom typu obiad, kolacja, czemu towarzyszyło całkiem sporo alkoholu. Naprawdę! Byłam zdumiona, gdy okazało się jasne, że to właśnie pójście na piwo było ulubionym przerywnikiem w pracy śledczych – i nie mówimy tu o kuflu po pracy, tylko w jej trakcie – a siadanie potem za kierownicę samochodu, jakby nigdy nic, sprawiło, że zapaliła się w mojej głowie jedna z dwóch mocnych czerwonych lampek niedowierzania w tej historii.

Nie znoszę ignorancji, ale o wiele bardziej braku chęci, żeby czegoś się dowiedzieć.

Druga lampka – i to o jeszcze intensywniejszej barwie – pojawiła się, gdy w śledztwie pojawili się podejrzani. Wyobraźcie sobie, że dysponując liścikiem miłosnym, o którym wspominałam na początku, policjanci na żadnym etapie nie zlecili ekspertyzy grafologicznej. Ta mogłaby przecież w pewnym sensie wykluczyć lub potwierdzić udział podejrzanych w morderstwie. Jak można o czymś takim nie pomyśleć! Jestem pewna, że nawet w Barcelonie robi się takie rzeczy i znalazłby się biegły w tej dziedzinie, skoro daktyloskopia jest tam na porządku dziennym. W moim odczuciu to było bardzo elementarne zaniedbanie – biorąc pod uwagę cały fabularny watek – które wisiało nade mną już do końca książki. Cały czas siedziało mi w głowie pytanie: jak bardzo przyspieszyłoby to całe śledztwo? Inną kwestią było dość znaczące skrócenie powieści, ale cóż…

To niesłychane, proszę państwa! Jak może mężczyzna przejść przez życie trzech kobiet, nie pozostawiając po sobie zupełnie żadnego śladu? Z czego jest zrobiony ten facet, z powietrza, z dymu?

I żeby była jasność, początek naprawdę mnie zaintrygował, a gdy dowiedziałam się, że to już jedenaste śledztwo inspektor Petry Delicado, miałam ochotę sięgnąć po poprzednie dochodzenia. Niestety, w miarę czytania i pogłębiania się mojego niedowierzania ta ochota robiła się coraz mniejsza, by na końcu pozostawić gorzkie rozczarowanie. Pomijam tu też dość impulsywne zachowania głównej bohaterki, które – jak na tak doświadczoną policjantkę – też pozostawiały wiele do życzenia, ale to jeszcze mogłabym przełknąć.

To ciekawe, jesteś zapalczywa w życiu zawodowym i racjonalna w życiu prywatnym. Może byłoby lepiej, gdyby było odwrotnie.

Petra Delicado, Fermi Garzon oraz Robert Fraile tworzyli dość oryginalny i na pewno bardzo nietypowy zespół śledczy, dlatego byłabym w stanie wiele im wybaczyć. Niestety pogrążyło ich grafologiczne zaniedbanie, o którym nikt nie pomyślał, a które mogłoby BARDZO dużo w fabule zmienić. Skończyłam czytać tę historię z uczuciem zawodu i myślą, że przecież mogłoby być tak pięknie, a wyszło, jak wyszło…

_
korekta tekstu: Anna Fathi

Mój drogi zabójco. Alicia Giménez-Bartlett | BLOG LITERACKI

 

Wydawnicze szczegóły książki:
| autorka: ALICIA GIMÉNEZ-BARTLETT
| tytuł: MÓJ DROGI ZABÓJCO
| przekład: MARIA RACZKIEWICZ-ŚLEDZIEWSKA
| premiera: 05.08.2026
| wydawnictwo: NOIR SUR BLANC
| gatunek: THRILLER/KRYMINAŁ

_
*Artykuł powstał w ramach współpracy z wydawnictwem. [REKLAMA]

Chcesz coś dodać? Pisz śmiało!

Opublikowano: 4 września 2026

Podziel się wpisem ze znajomymi!

BLOG LITERACKI mamao.pl | O mnie

O MNIE

Z wykształcenia „pani od marketingu”, z pasji – promotorka literatury i czytelnictwa. Wrażliwa na historie, które czule opowiadają o ludziach i życiu, z wyjątkową słabością do inteligentnych kryminalnych zagadek. Stale poszukująca nowych tytułów, które zawróciłyby jej w głowie. Jeszcze się nie zdarzyło, by żałowała nocy zarwanej dla dobrej książki.

ZOSTAŃ PATRONEM BLOGA

Blog literacki | wsparcie PATRONITE
Postaw mi kawę na buycoffee.to

PODCASTY

PODCASTY