Przegapić katastrofę jest równie trudno, jak być jej świadkiem. Jeśli nie widzisz, to wciąż sobie wyobrażasz. | Kraina mleka i miodu C Pam Zhang

Katastrofa miała swój początek w stanie Iowa, w Ameryce. To tam utworzył się niebezpieczny dla ludzkości smog, który wznosząc się ponad polem kukurydzy, bezczelnie szybko przesłonił słońce. Z kolei brak słońca oznaczał drastyczny spadek bioróżnorodności oraz koniec charakterystycznej dla tego obszaru roślinności, a skoro zwierzęta – dzikie i hodowlane – nie mogły znaleźć pożywienia, one również wkrótce powymierały. Niestety w ludzkich zachowaniach nic się nie zmieniło: naukowcy spierali się o składowe smogu, a polityczna elita oddała się spekulacjom oraz szukaniu winnych. Ameryka, w której żwawo panoszył się wyniszczający mieszkańców głód, zamknęła swoje granice, odcinając drogę powrotu wszystkim Amerykanom, którzy przebywali poza granicami państwa.
Tym sposobem młoda szefowa kuchni – córka chińskiej imigrantki i amerykańskiego przedsiębiorcy – opowiadająca czytelnikowi swoją historię, utknęła w Europie. Początkowo przebywała w Anglii, później zamieszkała w pewnej elitarnej enklawie badawczej, umiejscowionej na jednej z gór włosko-francuskiego pogranicza.
Minęło dziesięć lat od mojej ostatniej wizyty w Kalifornii, trzy – odkąd miałam w ustach truskawkę lub listek sałaty. Głód był oczywisty, reszta nie.
A teraz pomyślcie o ulubionej potrawie, owocu, warzywie, na które czekacie cały rok. Niech to będą borówki, truskawki, poziomki, młoda kapusta, młode ziemniaczki, świeży koperek. Następnie wyobraźcie sobie, że od kilku lat nie posmakowaliście tego rarytasu i raczej nie ma szans, by się to w przyszłości zmieniło… Oczywiście chwilę trwało, zanim smog dotarł do Europy, więc dokładano wszelkich starań, by na tę sytuację się przygotować, choćby przez magazynowanie nasion poszczególnych roślin. Jednym z takich miejsc była wspomniana wcześniej enklawa. Miejsce wyjątkowe pod kilkoma względami. Po pierwsze – niebo nad górą bywało bezchmurne, więc bez problemu można było dostrzec słońce – zjawisko już praktycznie niewystępujące w innych częściach świata. Po drugie bohaterka dostała do dyspozycji składniki potraw, z którymi nie miała do czynienia od lat: od ukochanych truskawek, poprzez wyszukane warzywa i przyprawy, aż po najrzadsze rodzaje mięs. Po trzecie poznała tam Aidę, z którą weszła w relację wykraczającą daleko poza kanony przyjaźni.
Bycie mistrzynią kuchni w świecie, w którym bioróżnorodność dogorywa, a z roku na rok jest tylko gorzej, było nie lada wyzwaniem. Jednak bohaterkę cechowała wyjątkowa determinacja. Już sam fakt, że zamiast bycia lekarką – czego oczekiwała od niej matka – wybrała gastronomię i konsekwentnie podążała w tym kierunku, mówi sporo o jej priorytetach. Dlatego początkowo zachłysnęła się kulinarnym potencjałem, jaki wiązał się z pracą dla pryncypała (właściciela enklawy). Móc jeszcze raz wrócić do świata sprzed smogu, w którym przygotowanie każdej potrawy było tylko kwestią sięgnięcia po odpowiednie składniki – to uczucie ją wręcz odurzało! Aby to sobie wyobrazić, pomyślcie o powrocie do jednej z najpiękniejszych, najbardziej beztroskich chwili swojego życia i możliwość trwania w niej.
A teraz najważniejsze – czym właściwie jest ta cała enklawa. Nie bez przyczyny miejsce to nazwano krainą mleka i miodu, choć ja dodałam jeszcze: „ale doprawioną łyżką dziegciu”. Dlaczego? Otóż dlatego, że w owej krainie mogły przebywać tylko bardzo zamożne oraz najbardziej wpływowe osoby, takie jak bogaci przedsiębiorcy czy politycy. Tylko oni smakowali potraw, o których zwykli ludzie mogli jedynie pomarzyć, jeżeli w ogóle pamiętali jeszcze ich smak. ALE! Manipulacje, jakie stosował wobec nich pryncypał, były wręcz niewiarygodne! Okazało się, że oferowanie przyjemności smaku – który od dawna jest niedostępny – może być bezcenną kartą przetargową! Właściciel enklawy zgromadził wokół siebie wszystkich, od których zależało być albo nie być tego miejsca i mamił ich najbardziej wyszukanymi potrawami, kładąc nacisk na te, do których mieli największą słabość. A skąd o nich wiedział? Zatrudniał detektywów, którym dobrze płacił za zdobywanie tego typu informacji. I właśnie w centrum tego wszystkiego znalazła się snująca opowieść bohaterka, bo w gruncie rzeczy wiele zależało od jej kulinarnych umiejętności. Mało tego! Z czasem okazało się, że pryncypał ma dla niej o wiele poważniejsze zadanie niż tylko przygotowywanie odpowiednich potraw.
Mechanizmy przetrwania nie znają litości. Czasami trzeba jeść, choć nie czuje się głodu, i pić, choć brak pragnienia. Mówią: życie toczy się dalej i dalej, i dalej, nawet jeśli nie sposób dopatrzyć się w nim sensu.
Oczywiście lokalna społeczność nie akceptowała enklawy, demonstrując swój sprzeciw wobec działań pryncypała i okazując ostentacyjną wrogość wobec mieszkających tam osób. W gruncie rzeczy miejsce, które powinno przyczyniać się do polepszania sytuacji zwykłych ludzi, zupełnie się od nich odcięło. Cóż… tylko ten, kto ma pieniądze i wpływy, będzie mógł rozpieszczać podniebienie, delektować się i rozkoszować przyjemnością wyszukanych potraw. A biorąc pod uwagę fakt, że zdecydowana większość mieszkańców enklawy to hedoniści, manipulacje pryncypała trafiały na niezwykle podatny grunt. Oczywiście do czasu…
C Pam Zhang fenomenalnie operuje słowem i smakiem. Czytając książkę, miałam wrażenie, że wszystkie opisywane potrawy leżą obok, a ich aromatyczna woń unosi się gdzieś w pobliżu. Nie jestem fanką gotowania, ale nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, gdy zaczyna brakować moich ulubionych sezonowych potraw. Do czego byłabym zdolna, by móc jeszcze choć raz ich posmakować? A to tylko jedna z wielu refleksji, które ogarnęły mnie w trakcie czytania książki. Autorka niewątpliwe jest bardzo uważną obserwatorką rzeczywistości, ponieważ dobitnie wypunktowała w powieści ludzkie namiętności i słabości. Jakie może mieć konsekwencje dążenie do realizacji swoich fantazji, zwłaszcza tych najbardziej skrytych? Nie zdajemy sobie nawet sprawy, do czego zdolny jest człowiek, by znów poczuć prawdziwy smak życia!
Jesteśmy najbardziej niszczycielskimi drapieżnikami w historii. […] Ja też. My wszyscy.
Kraina mleka i miodu to książka o potwornej przepaści między tym, co może bogaty, a tym, co zwykły człowiek – zwłaszcza w kontekście klimatycznego kryzysu. O ordynarnym ignorowaniu potrzeb innych i stawianiu siebie na pierwszym miejscu. To historia jednocześnie bezczelnie pikantna i rozkosznie rozpływająca się w ustach, słodka jak miód i kwaśna niczym plasterek cytryny, soczysta w swoich przepięknych opisach oraz wysuszona na wiór od obaw, gdy dociera do czytelnika, że scenariusz przedstawiony w powieści wcale nie jest tak nieprawdopodobny, jak byśmy chcieli.
Dzisiaj, kiedy zagłada gatunków jest już przesądzona, a ludzkość skupia się na własnym przetrwaniu, megafauna nadaje się co najwyżej do wprawiania w zachwyt potencjalnych inwestorów.
Na początku roku pisałam o książce Sen o drzewie Maji Lunde, powieść również przedstawia losy ludzkości po pewnej katastrofie klimatycznej. Ważnym elementem jej fabuły był bank nasion, a zwłaszcza to, jak doszło do jego powstania i przetrwania przez tak wiele lat oraz jak bezcenny się okazał w kontekście wspomnianej katastrofy. W Krainie mleka i miodu C Pam Zhang zakłada zupełnie inny scenariusz.
Pierwszy bank nasion był projektem sowieckich naukowców, którzy po potwornej klęsce głodu przysięgli zebrać każde nasiono i ziarno na Ziemi, aby zabezpieczyć przyszłe pokolenia przed katastrofą. Badacze byli tak zdeterminowani, że poumierali, broniąc banku podczas nazistowskiego oblężenia. To był błąd poznawczy. Oni zginęli, a ostali się głupcy. Rząd zapomniał o głodzie, o ich misji. Nasiona zgniły w magazynie podczas przerw w dostawie prądu. Utracono cały ten materiał genetyczny. Jednostki są samolubne… ale walczyć z ludzką naturą nie ma sensu.
Przez żołądek do milionowych inwestycji – tak, parafrazując znane powiedzenie, opisałabym tę część fabuły, która traktuje o wszystkich kulinarnych spektaklach w domu pryncypała. Bo to w istocie były przedstawienia, drobiazgowo przemyślane oraz ukierunkowane na jeden cel: pieniądze oraz niezbędne wsparcie, gwarantujące przetrwanie enklawy. A wierzcie mi, to miejsce było BARDZO drogie w utrzymaniu! Dodatkowo narracja prowadzona w pierwszej osobie pozwalała mi patrzeć na wszystko oczami głównej bohaterki. Jej podniebienie było moim, smakowałam każdą potrawę, delektowałam się wyrafinowanymi daniami, ale jednocześnie słyszałam w głowie każdą jej myśl. Wszystkie szokujące wnioski, do których z czasem dochodziła, były niczym mocny cios prosto w żołądek.
Widzisz. Ludzie. Daj im wybór, a zawsze wybiorą źle.
Kraina mleka i miodu to nie jest łatwa książka. Ubrana w przepiękną prozę opowieść o najgorszych i najpodlejszych obliczach człowieka. O okrucieństwie wobec zwierząt, egoizmie, potężnym wyrachowaniu i takim rodzaju brawury, który może prowadzić tylko do samozagłady. Tego rodzaju fantastyka bywa bardzo sugestywna, bo zostawia po sobie wiele niewygodnych pytań, prowokuje do dyskusji i przede wszystkim prezentuje scenariusz dziejów ludzkości, który zostaje w pamięci. Na zawsze.
_
korekta tekstu: Anna Fathi

Wydawnicze szczegóły książki:
| autorka: C PAM ZHANG
| przekład: MICHAŁ ROGALSKI
| tytuł: KRAINA MLEKA I MIODU
| wydawnictwo: ZNAK HORYZONT
| premiera: 04.06.2025
| liczba stron: 320
| gatunek: LITERATURA PIĘKNA / FANTASTYKA |
_
*Artykuł powstał w ramach współpracy z wydawnictwem. [REKLAMA]

NAJNOWSZE NA BLOGU
Przegapić katastrofę jest równie trudno, jak być jej świadkiem. Jeśli nie widzisz, to wciąż sobie wyobrażasz. | Kraina mleka i miodu C Pam Zhang

Katastrofa miała swój początek w stanie Iowa, w Ameryce. To tam utworzył się niebezpieczny dla ludzkości smog, który wznosząc się ponad polem kukurydzy, bezczelnie szybko przesłonił słońce. Z kolei brak słońca oznaczał drastyczny spadek bioróżnorodności oraz koniec charakterystycznej dla tego obszaru roślinności, a skoro zwierzęta – dzikie i hodowlane – nie mogły znaleźć pożywienia, one również wkrótce powymierały. Niestety w ludzkich zachowaniach nic się nie zmieniło: naukowcy spierali się o składowe smogu, a polityczna elita oddała się spekulacjom oraz szukaniu winnych. Ameryka, w której żwawo panoszył się wyniszczający mieszkańców głód, zamknęła swoje granice, odcinając drogę powrotu wszystkim Amerykanom, którzy przebywali poza granicami państwa.
Tym sposobem młoda szefowa kuchni – córka chińskiej imigrantki i amerykańskiego przedsiębiorcy – opowiadająca czytelnikowi swoją historię, utknęła w Europie. Początkowo przebywała w Anglii, później zamieszkała w pewnej elitarnej enklawie badawczej, umiejscowionej na jednej z gór włosko-francuskiego pogranicza.
Minęło dziesięć lat od mojej ostatniej wizyty w Kalifornii, trzy – odkąd miałam w ustach truskawkę lub listek sałaty. Głód był oczywisty, reszta nie.
A teraz pomyślcie o ulubionej potrawie, owocu, warzywie, na które czekacie cały rok. Niech to będą borówki, truskawki, poziomki, młoda kapusta, młode ziemniaczki, świeży koperek. Następnie wyobraźcie sobie, że od kilku lat nie posmakowaliście tego rarytasu i raczej nie ma szans, by się to w przyszłości zmieniło… Oczywiście chwilę trwało, zanim smog dotarł do Europy, więc dokładano wszelkich starań, by na tę sytuację się przygotować, choćby przez magazynowanie nasion poszczególnych roślin. Jednym z takich miejsc była wspomniana wcześniej enklawa. Miejsce wyjątkowe pod kilkoma względami. Po pierwsze – niebo nad górą bywało bezchmurne, więc bez problemu można było dostrzec słońce – zjawisko już praktycznie niewystępujące w innych częściach świata. Po drugie bohaterka dostała do dyspozycji składniki potraw, z którymi nie miała do czynienia od lat: od ukochanych truskawek, poprzez wyszukane warzywa i przyprawy, aż po najrzadsze rodzaje mięs. Po trzecie poznała tam Aidę, z którą weszła w relację wykraczającą daleko poza kanony przyjaźni.
Bycie mistrzynią kuchni w świecie, w którym bioróżnorodność dogorywa, a z roku na rok jest tylko gorzej, było nie lada wyzwaniem. Jednak bohaterkę cechowała wyjątkowa determinacja. Już sam fakt, że zamiast bycia lekarką – czego oczekiwała od niej matka – wybrała gastronomię i konsekwentnie podążała w tym kierunku, mówi sporo o jej priorytetach. Dlatego początkowo zachłysnęła się kulinarnym potencjałem, jaki wiązał się z pracą dla pryncypała (właściciela enklawy). Móc jeszcze raz wrócić do świata sprzed smogu, w którym przygotowanie każdej potrawy było tylko kwestią sięgnięcia po odpowiednie składniki – to uczucie ją wręcz odurzało! Aby to sobie wyobrazić, pomyślcie o powrocie do jednej z najpiękniejszych, najbardziej beztroskich chwili swojego życia i możliwość trwania w niej.
A teraz najważniejsze – czym właściwie jest ta cała enklawa. Nie bez przyczyny miejsce to nazwano krainą mleka i miodu, choć ja dodałam jeszcze: „ale doprawioną łyżką dziegciu”. Dlaczego? Otóż dlatego, że w owej krainie mogły przebywać tylko bardzo zamożne oraz najbardziej wpływowe osoby, takie jak bogaci przedsiębiorcy czy politycy. Tylko oni smakowali potraw, o których zwykli ludzie mogli jedynie pomarzyć, jeżeli w ogóle pamiętali jeszcze ich smak. ALE! Manipulacje, jakie stosował wobec nich pryncypał, były wręcz niewiarygodne! Okazało się, że oferowanie przyjemności smaku – który od dawna jest niedostępny – może być bezcenną kartą przetargową! Właściciel enklawy zgromadził wokół siebie wszystkich, od których zależało być albo nie być tego miejsca i mamił ich najbardziej wyszukanymi potrawami, kładąc nacisk na te, do których mieli największą słabość. A skąd o nich wiedział? Zatrudniał detektywów, którym dobrze płacił za zdobywanie tego typu informacji. I właśnie w centrum tego wszystkiego znalazła się snująca opowieść bohaterka, bo w gruncie rzeczy wiele zależało od jej kulinarnych umiejętności. Mało tego! Z czasem okazało się, że pryncypał ma dla niej o wiele poważniejsze zadanie niż tylko przygotowywanie odpowiednich potraw.
Mechanizmy przetrwania nie znają litości. Czasami trzeba jeść, choć nie czuje się głodu, i pić, choć brak pragnienia. Mówią: życie toczy się dalej i dalej, i dalej, nawet jeśli nie sposób dopatrzyć się w nim sensu.
Oczywiście lokalna społeczność nie akceptowała enklawy, demonstrując swój sprzeciw wobec działań pryncypała i okazując ostentacyjną wrogość wobec mieszkających tam osób. W gruncie rzeczy miejsce, które powinno przyczyniać się do polepszania sytuacji zwykłych ludzi, zupełnie się od nich odcięło. Cóż… tylko ten, kto ma pieniądze i wpływy, będzie mógł rozpieszczać podniebienie, delektować się i rozkoszować przyjemnością wyszukanych potraw. A biorąc pod uwagę fakt, że zdecydowana większość mieszkańców enklawy to hedoniści, manipulacje pryncypała trafiały na niezwykle podatny grunt. Oczywiście do czasu…
C Pam Zhang fenomenalnie operuje słowem i smakiem. Czytając książkę, miałam wrażenie, że wszystkie opisywane potrawy leżą obok, a ich aromatyczna woń unosi się gdzieś w pobliżu. Nie jestem fanką gotowania, ale nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, gdy zaczyna brakować moich ulubionych sezonowych potraw. Do czego byłabym zdolna, by móc jeszcze choć raz ich posmakować? A to tylko jedna z wielu refleksji, które ogarnęły mnie w trakcie czytania książki. Autorka niewątpliwe jest bardzo uważną obserwatorką rzeczywistości, ponieważ dobitnie wypunktowała w powieści ludzkie namiętności i słabości. Jakie może mieć konsekwencje dążenie do realizacji swoich fantazji, zwłaszcza tych najbardziej skrytych? Nie zdajemy sobie nawet sprawy, do czego zdolny jest człowiek, by znów poczuć prawdziwy smak życia!
Jesteśmy najbardziej niszczycielskimi drapieżnikami w historii. […] Ja też. My wszyscy.
Kraina mleka i miodu to książka o potwornej przepaści między tym, co może bogaty, a tym, co zwykły człowiek – zwłaszcza w kontekście klimatycznego kryzysu. O ordynarnym ignorowaniu potrzeb innych i stawianiu siebie na pierwszym miejscu. To historia jednocześnie bezczelnie pikantna i rozkosznie rozpływająca się w ustach, słodka jak miód i kwaśna niczym plasterek cytryny, soczysta w swoich przepięknych opisach oraz wysuszona na wiór od obaw, gdy dociera do czytelnika, że scenariusz przedstawiony w powieści wcale nie jest tak nieprawdopodobny, jak byśmy chcieli.
Dzisiaj, kiedy zagłada gatunków jest już przesądzona, a ludzkość skupia się na własnym przetrwaniu, megafauna nadaje się co najwyżej do wprawiania w zachwyt potencjalnych inwestorów.
Na początku roku pisałam o książce Sen o drzewie Maji Lunde, powieść również przedstawia losy ludzkości po pewnej katastrofie klimatycznej. Ważnym elementem jej fabuły był bank nasion, a zwłaszcza to, jak doszło do jego powstania i przetrwania przez tak wiele lat oraz jak bezcenny się okazał w kontekście wspomnianej katastrofy. W Krainie mleka i miodu C Pam Zhang zakłada zupełnie inny scenariusz.
Pierwszy bank nasion był projektem sowieckich naukowców, którzy po potwornej klęsce głodu przysięgli zebrać każde nasiono i ziarno na Ziemi, aby zabezpieczyć przyszłe pokolenia przed katastrofą. Badacze byli tak zdeterminowani, że poumierali, broniąc banku podczas nazistowskiego oblężenia. To był błąd poznawczy. Oni zginęli, a ostali się głupcy. Rząd zapomniał o głodzie, o ich misji. Nasiona zgniły w magazynie podczas przerw w dostawie prądu. Utracono cały ten materiał genetyczny. Jednostki są samolubne… ale walczyć z ludzką naturą nie ma sensu.
Przez żołądek do milionowych inwestycji – tak, parafrazując znane powiedzenie, opisałabym tę część fabuły, która traktuje o wszystkich kulinarnych spektaklach w domu pryncypała. Bo to w istocie były przedstawienia, drobiazgowo przemyślane oraz ukierunkowane na jeden cel: pieniądze oraz niezbędne wsparcie, gwarantujące przetrwanie enklawy. A wierzcie mi, to miejsce było BARDZO drogie w utrzymaniu! Dodatkowo narracja prowadzona w pierwszej osobie pozwalała mi patrzeć na wszystko oczami głównej bohaterki. Jej podniebienie było moim, smakowałam każdą potrawę, delektowałam się wyrafinowanymi daniami, ale jednocześnie słyszałam w głowie każdą jej myśl. Wszystkie szokujące wnioski, do których z czasem dochodziła, były niczym mocny cios prosto w żołądek.
Widzisz. Ludzie. Daj im wybór, a zawsze wybiorą źle.
Kraina mleka i miodu to nie jest łatwa książka. Ubrana w przepiękną prozę opowieść o najgorszych i najpodlejszych obliczach człowieka. O okrucieństwie wobec zwierząt, egoizmie, potężnym wyrachowaniu i takim rodzaju brawury, który może prowadzić tylko do samozagłady. Tego rodzaju fantastyka bywa bardzo sugestywna, bo zostawia po sobie wiele niewygodnych pytań, prowokuje do dyskusji i przede wszystkim prezentuje scenariusz dziejów ludzkości, który zostaje w pamięci. Na zawsze.
_
korekta tekstu: Anna Fathi

Wydawnicze szczegóły książki:
| autorka: C PAM ZHANG
| przekład: MICHAŁ ROGALSKI
| tytuł: KRAINA MLEKA I MIODU
| wydawnictwo: ZNAK HORYZONT
| premiera: 04.06.2025
| liczba stron: 320
| gatunek: LITERATURA PIĘKNA / FANTASTYKA |
_
*Artykuł powstał w ramach współpracy z wydawnictwem. [REKLAMA]
Chcesz coś dodać? Pisz śmiało!





