Czekolada jest jednym z najbardziej złożonych produktów spożywczych, ponieważ zawiera setki kompozycji smakowych. Jest równocześnie gorzka, słodka, owocowa, orzechowa i słona. To również skarbiec związków chemicznych poprawiających nastrój. Wypełnia usta i umysł. Jest pyszna, co do tego nie ma dwóch zdań, ale w zasadzie nie o to chodzi. Chodzi o dar. | Dzikie kakao. Wyprawa do źródeł czekolady Rowan Jacobsen

Dzikie kakao. Rowan Jacobsen | BLOG LITERACKI

Na początku tego roku byłam w fabryce czekolady i uczestniczyłam w bardzo ciekawych i smacznych warsztatach. To tam pierwszy raz usłyszałam, że czekolada może mieć zupełnie inny zapach i smak, w zależności od miejsca pochodzenia kakao. A po obejrzeniu niedługiego filmu dokumentalnego, ukazującego cały proces od ziarna kakao do tabliczki czekolady, ten temat wciąż siedział mi w głowie.

Nic więc dziwnego, że gdy tylko ukazała się zapowiedź książki Dzikie kakao. Wyprawa do źródeł czekolady stwierdziłam, że muszę ją przeczytać! Liczyłam na to, że znajdę w niej odpowiedzi na pytania, które nasunęły mi się już po wspomnianych warsztatach, wciąż oscylujące wokół tematu kakao i czekolady. Jakież było moje zdziwienie i bardzo pozytywne rozczarowanie, gdy ten podróżniczy reportaż okazał się czymś o wiele bardziej intrygującym, niż się spodziewałam.

Ogólnie rzecz biorąc, Amazonia nie grzeszy subtelnością. Zieleń jest zbyt zielona. Robaki są zbyt robaczywe. Rzeki zbyt gęste. Przesycone wilgocią powietrze wciąga człowieka jak dysząca bestia.

Rowan Jacobsen przemierza amazońską dżunglę od niedostępnych rejonów Boliwii, przez Brazylię, aż do dawnych twierdz Majów w Belize, Gwatemali i Meksyku, by spotkać ludzi walczących z czekoladowymi korporacjami, rolników ratujących szlachetne odmiany kakao, wytwórców rzemieślniczej czekolady od ziarna do tabliczki i przywódców rdzennych społeczności broniących swoich tradycji. Autor z ogromną pasją i zaangażowaniem opowiada o najprawdziwszych odmianach kakao – tym dzikim, niemającym nic wspólnego z produkcją przemysłową.

Czekolady nie pijano ot tak sobie. Ten „napój bogów”, jak nazywa go Carina, towarzyszył rytuałom, świętom i weselom. Każde narodziny obwieszczano ceremonialnym wypiciem czekolady. Jeśli mężczyzna starał się o rękę kobiety, przychodząc w oświadczyny, musiał przynieść jej rodzinie kakao. Gdy była już zgoda na ślub, panna młoda otrzymywała w posagu także sporą porcję kakao, którego po weselu było już o połowę mniej.

A historia kakaowca przedstawiona jest od samiuśkiego początku, czyli od czasów Azteków i Majów, dla których kakao było częścią ich tradycji, kultury, ważnych wydarzeń, elementem rytuałów. Tymczasem dla nas, Europejczyków, czekolada jest tylko jednym z produktów na sklepowych półkach. Jednak gdy spojrzy się na ten „napój bogów” z trochę innej perspektywy i zmieni nieco optykę, wyraźnie wtedy widać, że kakao jest czymś o wiele cenniejszym niż tylko składnikiem czekolady.

Najbardziej niezwykłą właściwością czekolady, oprócz niesamowitego smaku, jest jej plastyczność.

Rowan Jacobsen wybrał fenomenalny sposób opowiadania o kakao. Nie zrobił z książki jakiegoś kulinarnego poradnika i nie skupił się jedynie na jedzeniu. Świetnie połączył poszczególne wątki, opowiadając historię o ludziach bezpośrednio związanych z ziarnami kakao i wyrobem czekolady. Specjaliści od fermentacji, rzemieślnicy, plantatorzy, poszukiwacze rzadkich odmian – każda postać staje się ważną częścią tej historii, wnosząc do niej bardzo osobisty pierwiastek.

Ta sama receptura, tyle samo surowca, a tak różne wrażenia. Hawaje, Madagaskar, Kostaryka, Ekwador. Nie wyobrażałam sobie, że jedna czekolada może smakować tak owocowo, inna tak maślanie, a jeszcze inna krówkowo. To mi się po prostu nie mieściło w głowie.

Autor z reporterską precyzją kreśli prawdziwy obraz czekoladowego biznesu. Bez upiększania, bezlitośnie odsłania jego kulisy i prawdę o tym, co tak naprawdę się liczy. Nawiasem mówiąc, czy wiecie, że w 2024 roku deficyt ziarna kakao sięgnął pięciuset milionów ton i był największy w historii, wywołując panikę na rynku? Po lekturze Dzikiego kakao zupełnie mnie to nie dziwi! Teraz już wiem, jakie są przyczyny tego kryzysu, i jeżeli producenci nie pójdą po rozum do głowy i nie wdrożą zmian – będzie jeszcze gorzej.

Nie mieściło mi się to w głowie. W innych częściach świata firmy produkujące czekoladę zabijały się o jakieś ochłapy wysokiej jakości ziarna, a tutaj gniło ono w lesie. We mnie też zaczynała się budzić dusza inicjatora zmian.

Interesujące jest również to, że to nie Afryka Zachodnia (Wybrzeże Kości Słoniowej, Ghana itp.) – z której pochodzi kakao, wykorzystywane w produkcji przemysłowej – nie jest ojczyzną kakaowca.

Meksyk – chociaż jest ojczyzną czekolady i podarował ją światu – już dawno przestał się liczyć jako jej producent.

Przyznacie, że to trochę paradoksalna sytuacja. Finalnie nie ma co się dziwić, że hodowla tej rośliny na zupełnie innym kontynencie nie do końca się sprawdza… Kiedy czytam o takich sytuacjach, odnoszę wrażenie, że niektórzy ludzie zupełnie nie rozumieją praw, jakimi rządzi się natura, a poza tym niesieni własnym ego pozjadali wszystkie rozumy na drodze do udowadniania innym, że potrafią ją przechytrzyć, stawiając na swoim. Coś mi się wydaje, że najbliższe lata pokażą, jak sromotnie się pomylili!

W pewnym sensie fatalną wadą ziaren jest to, że po wysuszeniu są trwałe i można je przechowywać w nieskończoność. Nawet jeśli przeleżą kilka lat w magazynie, nadają się na czekoladę. Dlatego w przeszłości sprawdzały się doskonale jako waluta, a dzisiaj – jako towar i surowiec.

Te wszystkie fragmenty, w których autor opowiada o dewastowaniu środowiska czy wyzysku, są naprawdę wstrząsające. Ale jednocześnie narracja jest daleka od oceniania i moralizatorskiego tonu. Jacobsen jedynie przedstawia fakty, by czytelnicy sami mogli wyciągnąć wnioski. I wierzcie mi, nie są one łatwe do przełknięcia… A trzymając w ręce tabliczkę czekolady, od razu zaczynasz się zastanawiać, skąd jest i jakim kosztem została wyprodukowana.

Ktoś może sobie wyobrażać, że w lesie tropikalnym słychać wszędzie szczebiot ptaków, ale wędrówka po takim lesie przypomina bardziej obchód na oddziale dla gruźlików. Papugi skrzeczą. Ary głośno kaszlą. Hoacyny drą się tak, jakby konieczny był egzorcysta.

Muszę tu również podkreślić, że mimo wszystko nie jest to przytłaczający reportaż. Oprócz istotnych faktów znajdziecie w nim też sporo ciekawostek, jest napisany bardzo lekkim piórem i doprawiony dawką humoru. Wyraźnie widać w tej opowieści pasję autora do zgłębiania tematu, determinację w poszukiwaniu tych prawdziwych, dzikich odmian kakao. Ciekawość świata i niekłamany zachwyt nad tymi najszlachetniejszymi kakaowcami są tak zaraźliwe oraz sugestywne, że wręcz chciałoby się zobaczyć i posmakować wszystkiego, o czym mowa w poszczególnych rozdziałach.

Smaki i zapachy nadają ważne znaczenie naszym codziennym doświadczeniom. To budujące je cegiełki.

Gdybym miała wskazać, co jest najmocniejszą stroną książki Dzikie kakao. Wyprawa do źródeł czekolady, to bez wahania byłaby to refleksja, która nachodzi czytelnika po lekturze tego tytułu. To reportaż należący do niewielkiego grona publikacji, po których faktycznie może się coś w życiu czytelników zmienić, bo niewątpliwie większość z nich – jeżeli nie wszyscy – zaczną zwracać baczną uwagę na to, po jaki produkt sięgają ze sklepowej półki. Czy to jest ta czekolada, którą chcę kupić, za którą chcę zapłacić?

Większość rolników nie wie, co dzieje się z ich ziarnem po sprzedaży. Większość z nich nigdy nie miała okazji spróbować czekolady wyprodukowanej z ich kakao.

Czytajcie, bardzo polecam!

_
korekta tekstu: Anna Fathi

Dzikie kakao. Rowan Jacobsen | BLOG LITERACKI

 

Wydawnicze szczegóły książki:
| autor: ROWAN JACOBSEN
| przekład: ALEKSANDER GOMOLA
| tytuł: DZIKIE KAKAO. WYPRAWA DO ŹRÓDEŁ CZEKOLADY.
| wydawnictwo: BO.WIEM
| premiera: 19.03.2026
| liczba stron: 272
| gatunek: REPORTAŻ

_
*Artykuł powstał w ramach współpracy z wydawnictwem. [REKLAMA]

Opublikowano: 21 maja 2026

Chcesz coś dodać? Pisz śmiało!

Podziel się wpisem ze znajomymi!

Opublikowano: 21 maja 2026

ZOSTAŃ PATRONEM BLOGA

Blog literacki | wsparcie PATRONITE
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Czekolada jest jednym z najbardziej złożonych produktów spożywczych, ponieważ zawiera setki kompozycji smakowych. Jest równocześnie gorzka, słodka, owocowa, orzechowa i słona. To również skarbiec związków chemicznych poprawiających nastrój. Wypełnia usta i umysł. Jest pyszna, co do tego nie ma dwóch zdań, ale w zasadzie nie o to chodzi. Chodzi o dar. | Dzikie kakao. Wyprawa do źródeł czekolady Rowan Jacobsen

Dzikie kakao. Rowan Jacobsen | BLOG LITERACKI

Na początku tego roku byłam w fabryce czekolady i uczestniczyłam w bardzo ciekawych i smacznych warsztatach. To tam pierwszy raz usłyszałam, że czekolada może mieć zupełnie inny zapach i smak, w zależności od miejsca pochodzenia kakao. A po obejrzeniu niedługiego filmu dokumentalnego, ukazującego cały proces od ziarna kakao do tabliczki czekolady, ten temat wciąż siedział mi w głowie.

Nic więc dziwnego, że gdy tylko ukazała się zapowiedź książki Dzikie kakao. Wyprawa do źródeł czekolady stwierdziłam, że muszę ją przeczytać! Liczyłam na to, że znajdę w niej odpowiedzi na pytania, które nasunęły mi się już po wspomnianych warsztatach, wciąż oscylujące wokół tematu kakao i czekolady. Jakież było moje zdziwienie i bardzo pozytywne rozczarowanie, gdy ten podróżniczy reportaż okazał się czymś o wiele bardziej intrygującym, niż się spodziewałam.

Ogólnie rzecz biorąc, Amazonia nie grzeszy subtelnością. Zieleń jest zbyt zielona. Robaki są zbyt robaczywe. Rzeki zbyt gęste. Przesycone wilgocią powietrze wciąga człowieka jak dysząca bestia.

Rowan Jacobsen przemierza amazońską dżunglę od niedostępnych rejonów Boliwii, przez Brazylię, aż do dawnych twierdz Majów w Belize, Gwatemali i Meksyku, by spotkać ludzi walczących z czekoladowymi korporacjami, rolników ratujących szlachetne odmiany kakao, wytwórców rzemieślniczej czekolady od ziarna do tabliczki i przywódców rdzennych społeczności broniących swoich tradycji. Autor z ogromną pasją i zaangażowaniem opowiada o najprawdziwszych odmianach kakao – tym dzikim, niemającym nic wspólnego z produkcją przemysłową.

Czekolady nie pijano ot tak sobie. Ten „napój bogów”, jak nazywa go Carina, towarzyszył rytuałom, świętom i weselom. Każde narodziny obwieszczano ceremonialnym wypiciem czekolady. Jeśli mężczyzna starał się o rękę kobiety, przychodząc w oświadczyny, musiał przynieść jej rodzinie kakao. Gdy była już zgoda na ślub, panna młoda otrzymywała w posagu także sporą porcję kakao, którego po weselu było już o połowę mniej.

A historia kakaowca przedstawiona jest od samiuśkiego początku, czyli od czasów Azteków i Majów, dla których kakao było częścią ich tradycji, kultury, ważnych wydarzeń, elementem rytuałów. Tymczasem dla nas, Europejczyków, czekolada jest tylko jednym z produktów na sklepowych półkach. Jednak gdy spojrzy się na ten „napój bogów” z trochę innej perspektywy i zmieni nieco optykę, wyraźnie wtedy widać, że kakao jest czymś o wiele cenniejszym niż tylko składnikiem czekolady.

Najbardziej niezwykłą właściwością czekolady, oprócz niesamowitego smaku, jest jej plastyczność.

Rowan Jacobsen wybrał fenomenalny sposób opowiadania o kakao. Nie zrobił z książki jakiegoś kulinarnego poradnika i nie skupił się jedynie na jedzeniu. Świetnie połączył poszczególne wątki, opowiadając historię o ludziach bezpośrednio związanych z ziarnami kakao i wyrobem czekolady. Specjaliści od fermentacji, rzemieślnicy, plantatorzy, poszukiwacze rzadkich odmian – każda postać staje się ważną częścią tej historii, wnosząc do niej bardzo osobisty pierwiastek.

Ta sama receptura, tyle samo surowca, a tak różne wrażenia. Hawaje, Madagaskar, Kostaryka, Ekwador. Nie wyobrażałam sobie, że jedna czekolada może smakować tak owocowo, inna tak maślanie, a jeszcze inna krówkowo. To mi się po prostu nie mieściło w głowie.

Autor z reporterską precyzją kreśli prawdziwy obraz czekoladowego biznesu. Bez upiększania, bezlitośnie odsłania jego kulisy i prawdę o tym, co tak naprawdę się liczy. Nawiasem mówiąc, czy wiecie, że w 2024 roku deficyt ziarna kakao sięgnął pięciuset milionów ton i był największy w historii, wywołując panikę na rynku? Po lekturze Dzikiego kakao zupełnie mnie to nie dziwi! Teraz już wiem, jakie są przyczyny tego kryzysu, i jeżeli producenci nie pójdą po rozum do głowy i nie wdrożą zmian – będzie jeszcze gorzej.

Nie mieściło mi się to w głowie. W innych częściach świata firmy produkujące czekoladę zabijały się o jakieś ochłapy wysokiej jakości ziarna, a tutaj gniło ono w lesie. We mnie też zaczynała się budzić dusza inicjatora zmian.

Interesujące jest również to, że to nie Afryka Zachodnia (Wybrzeże Kości Słoniowej, Ghana itp.) – z której pochodzi kakao, wykorzystywane w produkcji przemysłowej – nie jest ojczyzną kakaowca.

Meksyk – chociaż jest ojczyzną czekolady i podarował ją światu – już dawno przestał się liczyć jako jej producent.

Przyznacie, że to trochę paradoksalna sytuacja. Finalnie nie ma co się dziwić, że hodowla tej rośliny na zupełnie innym kontynencie nie do końca się sprawdza… Kiedy czytam o takich sytuacjach, odnoszę wrażenie, że niektórzy ludzie zupełnie nie rozumieją praw, jakimi rządzi się natura, a poza tym niesieni własnym ego pozjadali wszystkie rozumy na drodze do udowadniania innym, że potrafią ją przechytrzyć, stawiając na swoim. Coś mi się wydaje, że najbliższe lata pokażą, jak sromotnie się pomylili!

W pewnym sensie fatalną wadą ziaren jest to, że po wysuszeniu są trwałe i można je przechowywać w nieskończoność. Nawet jeśli przeleżą kilka lat w magazynie, nadają się na czekoladę. Dlatego w przeszłości sprawdzały się doskonale jako waluta, a dzisiaj – jako towar i surowiec.

Te wszystkie fragmenty, w których autor opowiada o dewastowaniu środowiska czy wyzysku, są naprawdę wstrząsające. Ale jednocześnie narracja jest daleka od oceniania i moralizatorskiego tonu. Jacobsen jedynie przedstawia fakty, by czytelnicy sami mogli wyciągnąć wnioski. I wierzcie mi, nie są one łatwe do przełknięcia… A trzymając w ręce tabliczkę czekolady, od razu zaczynasz się zastanawiać, skąd jest i jakim kosztem została wyprodukowana.

Ktoś może sobie wyobrażać, że w lesie tropikalnym słychać wszędzie szczebiot ptaków, ale wędrówka po takim lesie przypomina bardziej obchód na oddziale dla gruźlików. Papugi skrzeczą. Ary głośno kaszlą. Hoacyny drą się tak, jakby konieczny był egzorcysta.

Muszę tu również podkreślić, że mimo wszystko nie jest to przytłaczający reportaż. Oprócz istotnych faktów znajdziecie w nim też sporo ciekawostek, jest napisany bardzo lekkim piórem i doprawiony dawką humoru. Wyraźnie widać w tej opowieści pasję autora do zgłębiania tematu, determinację w poszukiwaniu tych prawdziwych, dzikich odmian kakao. Ciekawość świata i niekłamany zachwyt nad tymi najszlachetniejszymi kakaowcami są tak zaraźliwe oraz sugestywne, że wręcz chciałoby się zobaczyć i posmakować wszystkiego, o czym mowa w poszczególnych rozdziałach.

Smaki i zapachy nadają ważne znaczenie naszym codziennym doświadczeniom. To budujące je cegiełki.

Gdybym miała wskazać, co jest najmocniejszą stroną książki Dzikie kakao. Wyprawa do źródeł czekolady, to bez wahania byłaby to refleksja, która nachodzi czytelnika po lekturze tego tytułu. To reportaż należący do niewielkiego grona publikacji, po których faktycznie może się coś w życiu czytelników zmienić, bo niewątpliwie większość z nich – jeżeli nie wszyscy – zaczną zwracać baczną uwagę na to, po jaki produkt sięgają ze sklepowej półki. Czy to jest ta czekolada, którą chcę kupić, za którą chcę zapłacić?

Większość rolników nie wie, co dzieje się z ich ziarnem po sprzedaży. Większość z nich nigdy nie miała okazji spróbować czekolady wyprodukowanej z ich kakao.

Czytajcie, bardzo polecam!

_
korekta tekstu: Anna Fathi

Dzikie kakao. Rowan Jacobsen | BLOG LITERACKI

 

Wydawnicze szczegóły książki:
| autor: ROWAN JACOBSEN
| przekład: ALEKSANDER GOMOLA
| tytuł: DZIKIE KAKAO. WYPRAWA DO ŹRÓDEŁ CZEKOLADY.
| wydawnictwo: BO.WIEM
| premiera: 19.03.2026
| liczba stron: 272
| gatunek: REPORTAŻ

_
*Artykuł powstał w ramach współpracy z wydawnictwem. [REKLAMA]

Chcesz coś dodać? Pisz śmiało!

Opublikowano: 21 maja 2026

Podziel się wpisem ze znajomymi!

BLOG LITERACKI mamao.pl | O mnie

O MNIE

Z wykształcenia „pani od marketingu”, z pasji – promotorka literatury i czytelnictwa. Wrażliwa na historie, które czule opowiadają o ludziach i życiu, z wyjątkową słabością do inteligentnych kryminalnych zagadek. Stale poszukująca nowych tytułów, które zawróciłyby jej w głowie. Jeszcze się nie zdarzyło, by żałowała nocy zarwanej dla dobrej książki.

ZOSTAŃ PATRONEM BLOGA

Blog literacki | wsparcie PATRONITE
Postaw mi kawę na buycoffee.to

PODCASTY

PODCASTY