Jak wiosna to tylko po wiedeńsku!

Zaledwie kilka godzin dzieli nas od pierwszego dnia tegorocznej wiosny! Teraz będzie już tylko słoneczniej, pogodniej, cieplej, radośniej i może po wiedeńsku…

wiosna po wiedensku

Wszystko zaczęło się od książki „Wiosna po wiedeńsku”, którą dostałam od samej autorki czyli od Kasi Targosz 🙂 . To moja pierwsza książka z autografem, więc musiała być wyjątkowa! Nie, nie jestem molem książkowym i nie czytam nałogowo. BA! Nie mam nawet ulubionego typu książek, po które sięgam. Dlaczego więc zdecydowałam się na „Wiosnę…”, dlatego że poznałam autorkę i byłam ogromnie ciekawa czy dopatrzę się jej postaci w książce.

Z uwagi na zimową aurę oraz panoszące się u nas w domu choróbska, miałam kilka podejść do czytelniczego startu. Jednak gdy, w końcu udało mi się wyrwać z domu i musiałam spędzić kilka godzin w podróży, od razu wiedziałam co powędruje do torebki w pierwszej kolejności! Wczytywałam się w książkę całą dłuugą drogę do Warszawy i z powrotem. Już na samy początku, gdy poznałam imię głównej bohaterki (Katarina), moja ciekawość została zaspokojona a wątpliwości rozwiane.

„Wiosna po wiedeńsku” to powieść, w której dominuje wątek kryminalny, przeplatany wątkiem miłosnym a wszystko jest fantastycznie doprawione dobrym humorem. Wszystko za sprawą Katariny, czyli wspomnianej głównej bohaterki, oraz paczki jej zwariowanych i niezwykle nietuzinkowych przyjaciół. Przyjaciół, którzy zawsze służą pomocą (nawet gdy ma ona odwrotny skutek do zamierzonego), nie odwracają się plecami w chwilach zwątpienia i bezsilności oraz z uwagi na swój sposób bycia, oryginalny wygląd i specyficzny charakter, tworzą wspólnie z Katariną ekipę doskonałą! Swoją drogą, po przeczytaniu książki stwierdziłam, że byłby z tego niezły scenariusz filmu, nawet mam swoje typy co do ról głównych bohaterów 🙂 .

Zawsze gdy zabieram się za czytanie książki, myślę o ostatniej stronie, o tym co jest tam napisane… Przez jakiś czas odsuwam od siebie chęć poznania zakończenia ale ciekawość i tak wygrywa! Ot, taka moja książkowa słabość 🙂 . To co bardzo mnie zaskoczyło w „Wiośnie…” (i chyba zdarzyło mi się po raz pierwszy) to fakt, iż po przeczytaniu ostatniej strony NIE WIEDZIAŁAM jak książka się skończy! Dopiero gdy przeczytałam całość, ostatnia strona nabrała sensu! Moim zdaniem niesamowite dokonanie ze strony autorki.

Za oknem wiosna i pierwsze co przychodzi mi na myśl, to wiosna po wiedeńsku czyli wiosna z przygodą, wiosna z ławką, za sprawą której życie kilku osób wywróci się do góry nogami…

wiosna po wiedeńsku

Pomijając kryminalne fragmenty, z łatwością dopatruję się w moim życiu innych wątków, bo przecież było kilka niezapomnianych wiosen i niejedna taka ławka… A u Was?

wiosna po wiedeńsku

2018-05-31T19:31:26+00:00 20 marca 2015|