Jak przebiegłam ROK

Analizując moją przygodę z bieganiem, momentami trudno mi uwierzyć, że tak bardzo zaangażowałam się w coś, czego nigdy wcześniej nie brałam pod uwagę. Ba! Zawsze wychodziłam z założenia, że ten sport na pewno nie jest dla mnie! Więc Jak przebiegłam ROK?

Pomimo wielu propozycji wspólnego biegu, nigdy nie skorzystałam z zaproszenia, nawet po to żeby spróbować…Dlaczego? Może dlatego, że…

  • najzwyczajniej w świecie mi się nie chciało,
  • nie wierzyłam w to, że dam radę,
  • nie widziałam w tym sensu,
  • zawsze znalazło się jakieś ALE…

Jednak przyszedł dzień, w którym postanowiłam spróbować. Dzień, w którym stwierdziłam, że przecież nie mam nic do stracenia…Jutro czyli 18 lutego minie rok od mojego pierwszego biegu, to będzie rocznica pierwszego zmierzenia się z własnymi słabościami…rocznica odbicia się od pewnego rodzaju dna, które wbijało mnie w sofę, wciskało do ręki czekoladowy batonik i wypełniało umysł myślami przepełnionymi żalem do otaczającego mnie świata. Czułam się źle sama ze sobą, co bezpośrednio wpływało na moje relacje z najbliższymi, gdyż oni niejednokrotnie czuci się źle ze mną…
Rok temu wzięłam do ręki plan treningowy „Odchudzanie przez bieganie”, który leżał na półce dobrych kilka miesięcy. Powiedziałam sobie „JUTRO! Jutro idę!” Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego zwlekałam z tą decyzją tak długo. Jednak jedno jest pewne, na początek musiałam rzucić wyzwanie JEMU! Gdyż ówczesny stan miał niewątpliwie wiele wspólnego z moim leniwym obliczem, które  zawsze podpowiadało: „ale nie dzisiaj”, „ale jestem zmęczona”, „ale to się nie uda”, „ale…
18 lutego 2013 napisałam w swoim kalendarzu: „Dzisiaj naprawdę postawiłam na swoim i po raz pierwszy pobiegłam! (…) Cieszę się, że udało mi się zacząć i będę się tym motywować, bo jak już się coś zaczyna to trzeba to skończyć!” Tak właśnie się zaczęło i cała przygoda trwa do dziś 🙂

Czuję się fantastycznie! A złożyło się na to kilka powodów:

  • SCHUDŁAM! do wagi sprzed pierwszej ciąży czyli do około 64 kg.To jest mój wielki sukces, z którego jestem dumna i dzięki któremu odżyłam jako kobieta! Moja garderoba jest pełna ulubionych ciuchów oraz kreacji na każdą okazję. Każde zaproszenie od znajomych jest wielkim powodem do radości a nie kolejnym zmartwieniem typu: „nie mam w co się ubrać” lub „może lepiej będzie jak znajdę jakąś wymówkę, bo nie mam ochoty pokazywać się ludziom„… Zmiana w tej dziedzinie jest BEZCENNA! Szczegóły dotyczące postępów w kwestii gubienia kilogramów oraz wnioski z tym związane, znajdziecie na jednej ze moich blogowych podstron.
  • moja kondycja jest lepsza niż kiedykolwiek! Bez większego zmęczenia ogarniam cały dom, organizuję czas sobie oraz maluchom tak, aby wszystko było we właściwym czasie i na właściwym miejscu. Czasami mam wrażenie, że wydajność mojego umysłu wzrosła kilkukrotnie!
  • czuję się lżejsza nie tylko fizycznie ale i psychicznie. Większość moich problemów, obaw, niepokojów znikła…rozpłynęła się lub zwyczajnie przestała stanowić jakikolwiek powód do zmartwień.
  • nic mnie NIE BOLI! nic mi NIE DOKUCZA! NIE CHORUJĘ i mam wrażenie, że moja odporność jest w rewelacyjnej formie.
  • czas poświęcony na bieganie to mój GŁĘBOKI ODDECH od obowiązków, mój relaks, czas kiedy odreagowuję swoją bezradność, swoją złość, która wpakowana w wysiłek fizyczny daje niebywałą siłę oraz energię.
Jeżeli chodzi o roczne wrażenia oraz statystyki, to:
  • przez pierwsze 12 tygodni realizowałam plan treningowy „Odchudzanie przez bieganie”, a moja złota zasada brzmiała: powoli ale systematycznie do przodu!
  • najdłuższy bieg to 50 minut, najkrótszy 20 minut,
  • w przeciągu całego roku nie zdarzył mi się pełny, wolny od biegu tydzień. Najmniej biegłam 2 razy w tygodniu, najwięcej 4 razy/tydzień,
  • z pomocą odpowiedniego sprzętu i pamiętając o kilku zasadach nauczyłam się panować nad swoim strachem przed psami. Czworonogi nie są już takie straszne, aczkolwiek nadal jestem wobec nich ostrożna i nieufna.
Moje motywacje, zarówno te początkowe jak i te nieco zmodyfikowane nadal dźwięczą mi czasami w głowie, przypominając o całej przygodzie od początku. Jednak obecnie najskuteczniej zagrzewa mnie do działania mój starszak Kubuś, i robi to w bezcenny sposób, na przykład:
Któregoś dnia wróciłam do domu po ponad sześciokilometrowym biegu i po serii ćwiczeń. Zmęczona, spocona i z dość głodnym wyrazem twarzy wchodzę do kuchni. Kuba siedzi przy stole, tata ubiera się aby wyjść z dzieciakami na chwilę na podwórze.
Mówię stanowczo: ” Kubusiu ubieraj się i idź na chwilę z tatusiem i Krzysiem a mamusia się tu trochę ogarnie.”
Kubuś: „NIE!”
Pytam: „Dlaczego NIE!? 
Kubuś: „Bo ja chcę być z Tobą!”
Mówię więc bardziej stanowczo: „Idź na chwilę na powietrze i zaraz wrócicie!” 
Kubuś” NIE! Chcę być z Tobą bo jesteś taka PIĘKNA I WYSPORTOWANA!” 
Nie miałam więcej pytań 🙂 Przytuliłam mocno mojego malucha i wspólnie zabraliśmy się za przygotowywanie kolacji… Takimi oto tekstami mój czterolatek dopinguje mnie do działania, a dzięki pracy nad swoją kondycją zarówno fizyczną jak i psychiczną, staję się bardziej cierpliwa, wytrwała oraz zaradna w swojej maminej codzienności 🙂
Mój obecny trening to bieg (35-40 minut) oraz seria ćwiczeń (około 20 minut). Od jakiegoś czasu przestałam regularnie kontrolować centymetry czy kilogramy na wadze. Bieganie i cała aktywność, stały się częścią mojej codzienności, biegam i ćwiczę dla zdrowia, dla przyjemności, dla samej siebie…
Przyjaźnicie się z jakimś sportem? A może planujecie zacząć podobną przygodę, tylko zawsze jest jakieś „ALE”?
Jak przebiegłam ROK
Artykuł dostępny również na: http://przepis-na-kobiete.pl/Artyku%C5%82y/789/jak-przebieg-am-rok