Ciąża… i co dalej?

Gdy kilka tygodni temu zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym nie sądziłam, że ciąża tak bardzo zachwieje moim, nienagannie ułożonym, światem…

Uprzedzając wszelkie wątpliwości oraz domysły dodam, że potomstwo było planowane i bardzo ucieszyła nas wiadomość o powiększającej się rodzinie. Początkowo byłam zachwycona brakiem jakichkolwiek ciążowych dolegliwości! Niestety, wraz z nadejściem 8 tygodnia sytuacja zmieniła się diametralnie i… generalnie mówiąc trwa do dziś.

Usilnie próbowałam sobie przypomnieć podobne dolegliwości podczas poprzednich ciąż, jednak nie znalazłam ŻADNEGO wspólnego mianownika! Tym razem jest zupełnie inaczej, o wiele bardziej dramatycznie, w sensie samopoczucia i dolegliwości żołądkowych. Dobrze wiem, że każda ciąża jest inna ALE sądziłam, że wiem czego mogę się po sobie spodziewać, jednak w tym przypadku nieco się pomyliłam! Począwszy od urlopowego wyjazdu, który okazał się dla mnie koszmarem, i podczas którego odkryłam u siebie ogromne pokłady egoizmu, nie pozwalającego mi na cieszenie się radością innych, zachwyconych wyjazdem, uczestników (codziennie rano wstawałam i marzyłam o powrocie do domu), poprzez nieziemsko wysoką temperaturę, królującą przez kilka wakacyjnych tygodni i przyprawiającą mnie o mdłości, słabości, zniechęcenie itp., aż do wakacyjnej codzienności, która nierozerwalnie wiązała się z opieką nad chłopcami oraz sprostaniu wielu domowym obowiązkom. Nie ukrywam, że był czas gdy zmuszałam się jedynie do przygotowania posiłków dla dzieci, po czym resztę dnia spędzałam w łóżku. Mimo wszystko uważam, że maluchom należy się ogromne uznanie za to, że potrafili zająć się sobą przez dłuższą chwilę i dać mi choć na moment odpocząć. Fakt, nie zawsze było tak kolorowo ALE, jak na chłopców w ich wieku, to uważam, że spisywali się na medal!

Najgorsze jest jednak to samopoczucie, które przyprawia mnie wręcz o depresję. Jestem w stanie przesiedzieć dłuuuugą chwilę na sofie, patrząc w jeden punkt i rozmyślając o przerastającej mnie codzienności. Czuję się podporządkowana swojemu żołądkowi, ciągle muszę coś jeść! Niestety, KAŻDY posiłek powoduje u mnie dolegliwości typu nudności, niestrawność i zgaga w JEDNYM! Na pomoc sobie, próbowałam już wszystkiego i zwyczajnie jestem już tym zmęczona.

Wiem, że to burza hormonów i tak tłumaczę sobie te, niekiedy chore, sytuacje.

Drodzy czytelnicy, czułam potrzebę wytłumaczenia się z tych blogowych pustek i mojej lakonicznej obecności tu na wakacjach. Teraz już znacie przyczynę, zbieram w sobie siły aby zacząć się cieszyć całą tą nową sytuacją, odnaleźć w sobie dawny optymizm i dalej pisać. Niestety na dzień dzisiejszy przychodzi mi to z wielkim trudem, lecz mam ogromną nadzieję, że koniec pierwszego trymetru przyczyni się do powrotu do dawnej formy a obecność chłopców w przedszkolu pozwoli mi na nadrobienie zaległości w przyszłości.
Tymczasem proszę o cierpliwość, w nadziei, że już niebawem się ogarnę 🙂
podpis

2018-05-31T19:31:23+00:00 1 września 2015|